Kreanikacja Joanna Rzońca
Grafika z napisem Dzielisz się wiedzą? Ubierz ją w dobrą formę!

Dzielisz się wiedzą? Forma, w którą ją wkładasz, może Ci pomóc albo przeszkodzić

Możesz mieć świetną wiedzę, ogromne doświadczenie i naprawdę wartościowe rzeczy do przekazania. Ale jeśli odbiorca nie może ich przeczytać, zrozumieć albo za nimi nadążyć, forma zaczyna działać przeciwko Tobie.

Dobre wydarzenie też trzeba dobrze zaprojektować

Właśnie o tym myślałam podczas tegorocznego GrafConfu w Toruniu. GrafConf to organizowana co roku konferencja dla projektantów graficznych, ilustratorów i osób zawodowo związanych z komunikacją wizualną. Byłam na wszystkich tegorocznych prelekcjach i z każdej wyniosłam coś wartościowego. Oczywiście nie wszystkie wystąpienia były równie mocne, ale każde miało sens i dawało uczestnikowi coś do zabrania ze sobą.  Mniej interesowało mnie jednak to czy prezentacje były „ładne”, a bardziej – jak ich forma wspierała albo utrudniała odbiór wiedzy. Wyciągnęłam z tego kilka wniosków, które przydadzą się każdej osobie prowadzącej szkolenia, webinary, prezentacje czy inne formy dzielenia się wiedzą.
grafika z tekstem: Slajdy nie mogą konkurować z tym, o czym właściwie mówi prelegent — mają go wspierać!

Kiedy forma zaczyna przeszkadzać treści

Było dla mnie oczywiste, że na konferencji dla projektantów graficznych prelegenci będą chcieli pokazać swój język wizualny i własny warsztat. Niektóre prezentacje były pod tym względem naprawdę efektowne. Ale właśnie tu łatwo było autorom wpaść w pewną pułapkę: ludzie, którzy zawodowo pracują z obrazem, mogą tak bardzo chcieć pokazać swoje kompetencje, że forma zaczyna przeszkadzać treści.
Bo prawda jest taka, że atrakcyjność wizualna nie jest tym samym co czytelność. Więcej zabiegów graficznych nie oznacza lepszej komunikacji. Projektant może być czasem tak bardzo „zafiksowany” na punkcie formy, że nie zauważa, iż odbiorca musi się przez nią przedzierać. Pierwszą i najważniejszą myślą, którą według mnie każdy prelegent powinien sobie wziąć do serca, jest to, że slajdy jego prezentacji, którą pokazuje podczas wystąpienia, to NIE JEST część jego graficznego portfolio. Slajdy pokazywane publiczności NIE SĄ po to, by projektant pokazał całą swoją graficzną wirtuozerię, tylko po to, by pomóc odbiorcy zrozumieć i przyswoić temat prezentacji. Slajdy nie mogą więc konkurować z tym o czym właściwie mówi prelegent – mają go wspierać!

Po co właściwie jest forma?

W prezentacji edukacyjnej (że tak to ogólnie nazwę) forma nie jest bowiem celem samym w sobie. Ma porządkować treść, kierować uwagę i pomagać odbiorcy zrozumieć to, co najważniejsze. Wiadomo – w wypowiedzi artystycznej jest zgoła inaczej. Tam to właśnie forma wychodzi na pierwszy plan i przejmuje kontrolę. Kiedy jednak przekazujesz wiedzę, dzielisz się umiejętnościami czy doświadczeniem, jej rola się zmienia: staje się użytkowa i służebna wobec treści. Do tego jeszcze dochodzi taka zależność: im bardziej złożony jest przekaz, tym bardziej forma powinna go porządkować, a nie dodatkowo komplikować. W tym sensie im bardziej skomplikowane, różnorodne i trudne zjawisko omawiasz, tym prostsza powinna być forma, w którą swój przekaz ubierasz. Pamiętaj, że dobra forma nie konkuruje z treścią i nie walczy z prelegentem o uwagę. Wspiera jedno i drugie.

Trochę wirtuozerii, dużo komunikacji

Nie oznacza to, że prezentacja edukacyjna musi być ascetyczna, zachowawcza albo nawet pozbawiona charakteru. Zwłaszcza na konferencji dla projektantów graficznych – tu z pewnością jest miejsce na eksperyment, efektowność i pokazanie własnego języka wizualnego! Ale wszystko należy dawkować z odpowiednim umiarem.  Po tegorocznym GrafConfie przemyślałam własną proporcję jak to pogodzić: około jednej czwartej slajdów może być bardziej popisowa, eksperymentalna i wizualnie nasycona, ale pozostałe trzy czwarte powinny przede wszystkim sprawnie przekazywać treść.

Wizualna wirtuozeria może być, owszem, znakiem rozpoznawczym prezentacji, ale nie powinna stać się jej podstawowym językiem. Bo jeśli każdy slajd został stworzony po to, by zachwycać odbiorców swoją efektywnością, to odbiorca szybko zostanie wizualnie przebodźcowany i nie będzie wiedział, na czym właściwie ma skupić uwagę. Jeśli celem wystąpienia jest przekazanie wiedzy, czytelność i sens przekazu muszą mieć bezwzględne pierwszeństwo.

grafika z tekstem: Im bardziej złożony jest przekaz, tym bardziej forma powinna go porządkować, a nie dodatkowo komplikować.

Czytelność to nie kwestia gustu

Nietypowa kompozycja i niesztampowe kroje pisma? To może sprawdzić się podczas prezentacji pokazywanej na ekranach laptopa – np. na konferencjach online, kiedy odbiorcy siedzą każdy przy swoim biurku i przed swoim komputerem. Ale na wielkich konferencjach stacjonarnych już nie. W kilku GrafConf-owych prezentacjach problemem był zbyt mały kontrast między tekstem a tłem albo zbyt cienkie odmiany krojów pisma. To na pewno na ekranie laptopa wyglądałoby subtelnie i elegancko, natomiast podczas konferencji stacjonarnej na 880 osób było po prostu nieczytelne – jako uczestnik nie miałam przycisku „powiększ”, ale za to miałam smutną świadomość, że nie dostanę później pdf-a z prezentacją. Jeśli więc nie przeczytałam treści slajdu w momencie, gdy był on przedstawiany, to tę część przekazu bezpowrotnie utraciłam 🙁
Dlatego czytelności prezentacji nie można oceniać z perspektywy własnego monitora. Zawsze trzeba myśleć o osobie siedzącej najdalej od ekranu, patrzącej pod kątem, po kilku godzinach skupienia. To przecież dla niej projektujesz!
Grafika z napisem: Czytelności prezentacji nie można oceniać z perspektywy własnego monitora.

Projektuj dla realnych warunków odbioru

Co z tego dla Ciebie wynika? po pierwsze najważniejszych informacji nie warto umieszczać przy samych krawędziach slajdu. Kluczowe treści powinny trafiać do jego bezpiecznej, dobrze widocznej części. Jeśli coś jest istotne dla zrozumienia wypowiedzi, dobrze też powiedzieć to na głos, zamiast zakładać, że każdy odbiorca zobaczy dokładnie to samo.

Do warunków odbioru należy też zmęczenie. Inaczej patrzy na prezentację osoba, która właśnie usiadła na sali i ma lekką głowę, a inaczej ktoś, kto od kilku godzin słucha kolejnych wystąpień. Dlatego nie projektuj prezentacji wyłącznie dla świeżego oka z początku konferencji. Projektuj ją także dla odbiorcy, który, ma za sobą kilka godzin skupienia i coraz mniej zasobów uwagi. A tak się składa, że im trudniejsze warunki odbioru, tym większego znaczenia nabierają prostota, czytelność, odpowiednia skala elementów i oszczędność środków.

Zły przykład decyzji projektowych
Dobry przykład decyzji projektowych

Branżowa publiczność nie zawsze mówi jednym językiem

Dlatego posługiwanie się na scenie jakimkolwiek żargonem nie jest jednak najlepszym pomysłem. A przynajmniej posługiwanie się nim bez pewnych obostrzeń. Bo specyficzny język może być dla jednej osoby całkowicie naturalny, a dla innej – nawet z tego samego środowiska zawodowego – może być barierą w zrozumieniu wystąpienia. Dotyczy to zarówno języka naszpikowanego anglicyzmami, branżową nowomową, jak i języka akademickiego, pełnego specjalistycznych pojęć. Nie chodzi mi jednak o to, żeby z takich słów w ogóle zrezygnować. Czasem są potrzebne i można dzięki nim podkreślić specyfikę jakiegoś zjawiska. Warto wtedy jednak przy pierwszym użyciu krótko je objaśnić i ustalić wspólny kod z odbiorcami – wystarczy to zrobić raz, na początku wystąpienia.

Forma ma pomagać wiedzy dotrzeć do odbiorcy

Po całym dniu konferencji zostałam z myślą, że dzieląc się wiedzą, projektuję prezentację nie dla siebie i nie dla popisania się przed widownią. Przygotowuję te treści dla odbiorcy, który będzie się z tą wiedzą stykał w określonych warunkach. I jakkolwiek mnie kusi, by pokazać na scenie fajerwerki, to muszę mieć świadomość, że one mogą przynieść moim odbiorcom więcej szkody niż pożytku. Jeśli to odbiorcy – a nie moje wizualne popisy – są dla mnie celem nadrzędnym, to forma mojej prezentacji musi zejść na drugi plan w tym sensie, że jej zadaniem będzie porządkowanie przekazu, prowadzenie uwagi odbiorcy, pomaganie zrozumienia i zapamiętania treści. Niestety w tym przypadku mniej ważne będzie pokazanie mojej graficznej wirtuozerii – mogę sobie na nią pozwolić jedynie wówczas, gdy efektowne wizualne zabiegi nie będą odbiorców zmuszały do dodatkowego wysiłku i i nie będą im  utrudniały przyswojenia wiedzy.

M3 w sieci — miejsce, w którym wiedza dostaje dobrą formę

Jeśli chcesz częściej przyglądać się temu, jak przekazywać wiedzę skutecznie, czytelnie i z myślą o odbiorcy, zapraszam Cię do mojego biuletynu M3 w sieci. M3 to moja metafora wirtualnego mieszkania dla małych marek. Piszę w nim o słowach, obrazach i wartościach — o tym, jak dzielić się wiedzą w sieci tak, żeby forma wspierała przekaz, a nie go zagłuszała. To biuletyn dla osób, które uczą, edukują, wspierają innych w rozwoju i chcą budować swoją obecność w internecie świadomie, po swojemu i bez niepotrzebnego hałasu. Jeśli to brzmi jak przestrzeń dla Ciebie — rozgość się. Link do zapisu znajdziesz tutaj:
M3 w sieci. biuletyn dla małych marek rozwojowych i edukacyjnych

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *